Arcybiskup Fulton J. Sheen: Czy warto jest żyć?

arcybiskup-Fulton-J-SheenCzy warto jest żyć, czy też raczej życie jest nudne i monotonne? Życie jest monotonne, jeżeli jest wypełnione pustką; nabiera sensu, jeżeli posiadamy w nim cel.

Czy perspektywa oglądania tej samej audycji poprzez kilka tygodni z rzędu nie będzie nużąca? Czy powtarzanie programu o takiej samej formule, z tą samą osobą prowadzącą, tą samą kredą i tablicą nie okaże się monotonne? Powtórki z reguły generują nudę. Pomimo tego, widzom zebranym przed telewizorami podarowano dwie rzeczy, które są wstanie ją wyeliminować: pokrętło programatora w telewizorze oraz nadgarstek. Zaangażujmy obydwie do pracy a wszystkie siły postępu oraz reklamy pogrążą się w nicości.

Życie jest monotonne, jeżeli brak w nim ostatecznego celu. Jeżeli nie mamy pojęcia, dlaczego tutaj jesteśmy i dokąd zmierzamy, życie wypełniają tylko zgryzoty i frustracje. Kiedy brakuje sensu istnienia, ludzie zaczynają żyć w ciągłym ruchu. Dlatego zamiast dążyć do ideału, próbują go zmieniać, nazywając to „postępem”. Nie mają pojęcia, dokąd idą, pomimo tego są przeświadczeni, iż są na właściwej drodze. Życie staje się wtedy jak radio we wczesnej fazie rozwoju. Przypominacie sobie? Tak naprawdę nikt nie był zainteresowany wysłuchaniem konkretnej audycji. Niektórzy potrafili spędzić całą noc z pokrętłem w ręku, wyszukując sygnałów stacji nadających z najbardziej odległych miejsc, aby następnego dnia z radością w głosie oznajmić: „Wiecie co? O trzeciej nad ranem udało mi się złapać „Waszyngton”, później „Mobile” a nawet „Peorję”.

Wszyscy, którzy nie mają ostatecznego celu w życiu, nigdy nie mogą powiedzieć, iż czynią w nim postępy. Jeżeli owego celu brakuje, to jakże mogą twierdzić, iż postępują naprzód. Takie życie wypełnia nuda. Pewien rzeźbiarz po pracowitym dniu odłupywania i obciosowywania kolejnych kawałków marmuru, został zapytany o to, co tak naprawdę robi.

– Nie mam pojęcia – odpowiedział – Jeszcze nie widziałem planów.

Wielu ludzi żyje dwadzieścia, trzydzieści, a nawet pięćdziesiąt lat bez żadnego planu na przyszłość. Nic dziwnego, iż opanowuje ich monotonia i nuda. Gdyby zajmowali się na co dzień rolnictwem, najprawdopodobniej zasadziwszy pszenicę, po tygodniu wyrwaliby ją i zasiali w to miejsce jęczmień. Następnie wykopaliby jęczmień i posadzili arbuzy, tylko po to, aby w kolejnym tygodniu, zasiać w tym miejscu owies. Takim sposobem, do jesieni nie doczekaliby się żadnych zbiorów. Gdyby postępowali tak w kolejnych latach, z pewnością by oszaleli. Bezcelowość czyni życie męczącym.

Niektórzy po każdej przeczytanej książce zmieniają swoją życiową filozofię. Niektóre skłaniają ich ku teoriom Freuda, inne ku pismom Marksa. Jednego dnia są materialistami, innego znów idealistami; cynicy w kolejnym dniu, liberałowie w następnym. Niosą ze sobą kołczan wypełniony strzałami, nie wiedząc, w którym kierunku je posłać. Tak jak udział w zawodach nie powoduje u sportowca zmęczenia dyscypliną, tak nieustanna pogoń za przeznaczeniem doprowadza do znużenia życiem.

Nuda rodzi rewolucje. Pewien chłopiec dostaje wiatrówkę. Jeżeli ojciec wyznaczy mu cel: wierzeje stodoły lub starą puszkę po konserwie, chłopiec zadowolony stara się użyć broni zgodnie z przeznaczeniem. W przypadku braku konkretnego polecenia, chłopiec zaczyna strzelać gdzie popadnie, na przykład w okna pomieszczeń szkolnych. Rewolucyjny duch współczesnego świata, to właśnie wykwit owego braku celu i sensu istnienia.

Na pewnym uniwersytecie trzymano do celów naukowych psy w dwóch oddzielnych klatkach. W jednej z klatek przebywały zawszone psy, które zamierzano poddać działaniu płynu odkażającego. Jeden z profesorów zauważył, iż psy niepokojone przez insekty w wyniku nieustannego zaangażowania w walkę z nimi, były bardziej spokojne niż psy owych insektów pozbawione. Te drugie wyły i szczekały, zdradzając ogólne symptomy psiego niedostosowania. Naukowcy wysnuli, więc konkluzję, iż fizjologia żywych organizmów ukierunkowana jest na pracę oraz zużywanie energii. Nerwowość psów, które nie miały pcheł, była swego rodzaju obronną reakcją organizmu, utrzymującą zwierzęta w dobrej kondycji. Potrzeby wyższego rzędu, warunkują w człowieku konieczność zużywania energii do realizacji założonych celów. Wewnętrzny niepokój, nerwowość a w konsekwencji znużenie, to cena, jaką przychodzi człowiekowi zapłacić za ich brak. Wbrew pozorom, osobami najbardziej zmęczonymi życiem nie są wcale ludzie cierpiący niedostatek, lecz ludzie dobrze sytuowani. Nie chodzi jednak o to, aby hodować na sobie pchły czy lubować się niedostatkach i przeciwnościach, chodzi o to, aby posiadać w życiu cel. I nie tylko dzisiaj lub jutro, ale zawsze.

Kiedy życiu brakuje ostatecznego celu, kiedy brak w nim ideałów, nie widać przystani czy portu do którego powinno zmierzać, wówczas wypełnia je mierność i monotonia. Zaś utrata życiowych energii i wewnętrznego spokoju to tylko proste konsekwencje owej bezcelowości. Jak zauważył Stephen Vincent Benet:

“Śmierć nie zaprzepaszcza życia; Lecz tracimy je

Minuta po minucie, dzień po dniu,

W ogromie nic nieznaczących czynności”

Kiedy ludziom brakuje wewnętrznego bogactwa, kiedy pełni są przyziemności i miernoty, bardzo często narzekają, iż życie jest frustrujące. To nieprawda. To oni są frustrujący. Usprawiedliwiają samych siebie. Twierdząc, iż ich nuda wynika z braku miłości. Nieprawda. Nudzą się, ponieważ im samym brakuje miłości, ponieważ odrzucili ją od siebie.

(Zauważyłem, iż w momencie, kiedy zacząłem cytować fragment wiersza, kamera skierowała się na mnie niczym na pojazd nieprzyjaciela. Jedyny moment wart podkreślenia to chwila, kiedy recytowałem poezję. Dlaczego operator kamery zapragnął zbliżenia właśnie wtedy, nie jestem w stanie odgadnąć? Muszę pamiętać o tym w następnych odcinkach. Oko cyklopa, camera nr 2, najbardziej rozpraszająca uwagę rzecz w telewizji.)

Jak do tej pory rozważyliśmy jedną z alternatyw: Życie nie jest warte aby jej przeżyć, jeżeli brakuje w nim celu i sensu. Z drugiej strony potrafi być ekscytujące, jeżeli wypełnione jest nadzieją.

Jednak to, co nazywamy ostatecznym celem życia, jest nieprzyrównywalne do zwykłych zamierzeń na przyszłość, takich jak chęć poświęcenia się rolnictwu, czy też pragnienie kobiety, aby zostać pielęgniarką. Cel ostateczny pozostaje zawsze, nawet wtedy, gdy owe podrzędne cele zostaną osiągnięte. Nikt nie może mieć dwóch ostatecznych celów w życiu, tak jak nikt nie jest w stanie udać się równocześnie w dwóch kierunkach. Cel ostateczny jest, więc czymś wyjątkowym. Jest niczym potężna elektrownia dostarczająca energii do realizacji wszystkich życiowych zamierzeń.

Aby to w pełni zrozumieć, należy przyjrzeć się bliżej naturze człowieka. Do pewnego stopnia nie różnimy się od reszty stworzenia. Dla przykładu, stanowimy byt tak jak kamienie, tlen czy ziarna piasku. Żyjemy, tak jak żyją kwiaty czy drzewa, które wegetują, rosną i rozmnażają się. Posiadamy zmysły tak jak zwierzęta, poprzez które kontaktujemy się ze światem zewnętrznym, poczynając od gwiazd na niebie a kończąc na kawałku jedzenia, który trzymamy w palcach. Lecz człowiek posiada również coś wyjątkowego, co sprawia, iż nie jest jedynie sumą wszystkich wyżej wymienionych cech. Ową osobliwością człowieka jest zdolność myślenia i odczuwanie pragnienia. Po pierwsze potrafi formułować myśli, co znacznie przewyższa postrzeganie zmysłowe. Na przykład dostrzega piękno oraz wzajemne relacje pomiędzy przedmiotami. Przede wszystkim jednak, jest wolny. Człowiek ma prawo wyboru, decyzji, posiada możność realizacji bliższych i dalszych celów.

Umysł człowieka oraz jego wola pożądają wielu rzeczy, choćby takich jak pieniądze lub stanowisko przewodniczącego związków zawodowych, ( chociaż jedno nie wyklucza drugiego), ślubu z córką szefa i tak dalej…Jednak pragnienie, które posiadają wszyscy ludzie bez wyjątku, to pragnienie szczęścia. Owego szczęścia nie należy jednak łączyć z dobrami doczesnymi, na przykład nieopodatkowanymi dochodami, ponieważ są to rzeczy zewnętrzne. Człowiek pragnie osiągnąć szczęście wewnętrzne.

Dlatego trzy rzeczy, których najbardziej pożąda to: życie, wiedza oraz miłość.

Życie, którego pragnie to nie życie przez krótką chwilę, lecz jego pełnia, pozbawiona zmarszczek, kłopotów czy starości. Prawda, którą chciałby zdobyć to nie wiedza ograniczana tylko geografii, literatury czy filozofii. Człowiek pragnie poznać wszystko. Jest można by rzec, nieuleczalnie ciekawski.

Przede wszystkim pragnie jednak miłości. Pragnie jej, ponieważ bez miłości czuje się niespełniony. Pożąda jednak miłości pozbawionej zazdrości czy nienawiści, pożąda miłości wypełnionej nieustanną ekstazą, pozbawionej uczucia przesytu i nudy.

Człowiek nie zaspokoi jednak swoich pragnień, mądrością i rozkoszami tego świata. Znajduje w nim, bowiem życie, któremu towarzyszy śmierć, prawdę wymieszaną z kłamstwem, miłość połączoną z nienawiścią.

Wie doskonale, iż nie pragnąłby wiecznego szczęścia gdyby go nie było. Przecież nie posiadłaby oczu, gdyby nie istniało światło i przedmioty, które można nimi oglądać. Niewielki odłamek stanowi zawsze część większej całości. Ludzkie poszukiwanie przyrównać możemy do poszukiwania źródła światła w tym pomieszczeniu. Nie ma go pod tablicą, gdyż tam światło miesza się z mrokiem, nie znajdziemy go pod aparatem kamery, ponieważ zalega pod nią cień. Jeżeli naprawdę chcielibyśmy odkryć źródło światła w studiu telewizyjnym, musimy zwrócić się ku reflektorom jarzącym się ponad naszymi głowami. Analogicznie, jeżeli pragniemy odnaleźć źródło życia, prawdy i miłości na tym świecie, powinniśmy zwrócić się ku Życiu niepomieszanego mrokiem śmierci, do Prawdy niepołączonej z cieniem błędu, do Miłości, niezabarwionej jej przeciwieństwem, nienawiścią. Musimy zwrócić się do ku prawdziwemu Życiu, prawdziwej Miłości i Czystej Prawdzie, czyli do samego Boga. On jest naszym ostatecznym celem. Od niego pochodzimy i tylko w nim znajdziemy ostateczne ukojenie.

Kiedy mówimy o ostatecznym celu człowieka, jakim jest jego zjednoczenie z Bogiem, wielu ludzi wierzy, iż Bóg powinien być postrzegany w relacji do istoty ludzkiej jako coś zewnętrznego, jako swego rodzaju pobożny „dodatek” , jako nagroda za świętobliwe życie lub medal za wzorowe wyniki w nauce. Jednak złoty medal przyznawany w końcu roku szkolnego nie zawsze jest owocem ciężkiej pracy. Wiele osób wkłada dużo wysiłku w naukę a mimo to nie otrzymuje medali. Bóg i życie wieczne znajdują się w zupełnie innej relacji do nas. Bóg i Niebo są dla człowieka niczym okres kwitnienia dla róży, są jak owoc brzoskwini dla krzewu brzoskwiniowego lub też jak żołędzie dla dębu, są ową wewnętrzną doskonałością, która sprawia, iż czujemy się spełnieni i szczęśliwi.

Ponad moją głową znajduje się mikrofon. Nie widać go na ekranach waszych telewizorów. Mikrofon znajduje się na końcu długiego metalowego ramienia, kilkanaście centymetrów nade mną. Zawsze podziwiałem opanowanie operatora dźwięku, nieustannie zmagającego z pokusą upuszczenie mikrofonu na głowę prelegenta. Wszystko, co musiałby zrobić, to pozwolić mu opaść. Jeżeli byłby w stanie łupnąć aktora w „makówkę”, równie dobrze mógłby poczęstować tym samym biskupa. Gdyby mikrofon potrafił myśleć, moglibyśmy go zapytać o to:, kiedy jest szczęśliwy? Odpowiedziałby – wtedy, kiedy wychwytuję dźwięk.

– Czy jesteś szczęśliwy, kiedy opadasz na głowę biskupa?

– Postrzegam to wyłącznie jako zabawną odmianę.

Kiedy jesteśmy najbardziej szczęśliwi? Wtedy, kiedy zajmujemy się w życiu tym, do czego zostaliśmy stworzeni; szczęśliwi jak mikrofon, używany zgodnie z przeznaczeniem.

Wówczas nasze życie nabiera smaku.

Z pewnością wielu nie zgodzi się ze mną, twierdząc, iż istnieją ludzie „pełni życia”, nienawidzący owej męczącej monotonni. Nic podobnego. Oni kochają wszelkiego rodzaju powtórki. Posadźcie dziecko na kolanach, bujając je w górę i w dół kilka razy. Dziecko natychmiast poprosi nas abyśmy zrobili to jeszcze raz. Jeżeli opowiemy dziecku zabawną historię…Osobiście pamiętam historyjką o Indianinie, który przyszedł zabić rąbiącego drwa farmera, opowiadaną mi jeszcze przez moją babcię. Farmer przekonał Indianina, aby tamten, włożył na moment palce w szczelinę jednego z pniaków. W ten sposób Indianin został pojmany. Nigdy nie dane mi było usłyszeć jak ostatecznie skończyła się historyjka o Indianinie i farmerze, niemniej jednak prosiłem nieustannie, aby opowiedziała ją po raz kolejny. Dziecko nigdy nam nie powie:

– To stara historyjka. Wuj Ed opowiadał ja w zeszłym tygodniu. – Ono zawsze poprosi:

– Opowiedz mi to jeszcze raz.

Spróbujcie wypuścić dym tytoniowy nosem lub…uszami. (Kiedyś osobiście wierzyłem, iż mój wuj potrafi to robić). Dziecko natychmiast zakrzyknie:

– Zrób to jeszcze raz.

Kiedy Zbawiciel pojawił się na świecie, pokazał nam jak budująca bywa niekiedy codzienna monotonia. Odpowiadając na pytanie świętego Piotra, ile razy powinniśmy przebaczać, Nasz Pan odrzekł: siedemdziesiąt siedem razy. Piotr był przekonany, iż siedem razy w zupełności wystarczy. Życie Chrystusa wypełniła właśnie owa „cudowna monotonia”; trzydzieści lat posłuszeństwa, trzy lata nauczania, trzy godziny konania. Nasz Pan nauczył nas, iż aby wejść do Królestwa Niebieskiego powinniśmy narodzić się ponownie.

Ponieważ Bóg jest pełnią życia, wierzę, iż każdego ranka mówi słońcu, – zrób to ponownie -, każdego wieczora woła do księżyca i gwiazd – jeszcze raz -, każdej wiosny prosi kwiaty – zakwitnijcie znowu. Kiedy na nasz świat przychodzi dziecko, po raz kolejny zamysł Boga ujawnia się z każdym uderzeniem jego serca.

Nasze życie staje się ciekawe i ekscytujące, jeżeli celem, jaki sobie założymy jest ostateczne zjednoczenie z Dawcą Życia, osobowym bytem, tak rzeczywistym, iż możemy go nazywać Ojcem. Ową jedyną Prawdą, od której wywodzi się wszelka nauka i sztuka. Nieskażoną Miłością. Ostatecznym Odpoczynkiem.

Życie jest warte, aby go przeżyć, kiedy z każdym dniem znajdujemy się bliżej Boga. Dlatego kiedy się modlisz lub ofiarowujesz wszystko, co robisz Bogu, rozsmakowuj się owej „cudownej montowni” i trwaj w niej bez ustanku.

/-/ Czcigodny Sługa Boży arcybiskup Fulton J. Sheen

Tłumaczenie: Piotr Sawicki


Tekst pochodzi z http://abp-fulton-j-sheen.blogspot.com

Św. Pius X: Przysięga antymodernistyczna

Św. Maksymilian Maria Kolbe OFMConv.: Współcześni wrogowie Kościoła – część 2