w

Pozamałżeńskie tańce damsko-męskie, czyli olewamy autorytet świętych

Od Redakcji:

Trafiliśmy na to pytanie przypadkiem. Naszą redakcyjną uwagę przykuło stwierdzenie, że święci też się mylili. Już o tym wspominaliśmy na facebookowej tablicy, że samo stwierdzenie, że święci mogli się mylić nie oznacza, że akurat w tej czy innej kwestii wyrażali błędny pogląd. Pragniemy jeszcze zauważyć rzecz jedną: święci mogli się mylić, ale p. Tomasz już się nie myli stwierdzając „co jest ok”. My jednak wolimy omylnych świętych niźli omylnego Tomasza Adamskiego. Dlatego podesłaliśmy ten tekścik do p. Mirosława Salwowskiego, bo zostaje przywołany w pytaniu. Udzielił nam on odpowiedzi na odpowiedź p. T.Adamskiego. Jako że jest ona spójna logicznie, w dodatku p. Salwowski powinien mieć prawo odnieść się do wypowiedzi p. Adamskiego, to tę odpowiedź publikujemy poniżej. Jednocześnie zaznaczamy, że nie czynimy tego złośliwie więc takie oskarżenia prosimy włożyć między bajki. Jest to zwyczajna wymiana poglądów.

ask-fm-AdamskiT-answer-124102438037
http://ask.fm/AdamskiT/answer/124102438037

Cóż, wypowiedź pana Tomasza Adamskiego jest z kilku powodów intelektualnie nieuczciwa:
1. Odnosi się on do tezy, której nie głoszę. A więc nie prostuje treści pytania, w której zadający pytanie twierdzi, iż ja mam twierdzić, że tańce damsko-męskie „są grzechem”, ale odpowiada nań jakby to było w 100 procentach prawdą. Tymczasem, to co ja powtarzam za autorytetami kościelnymi to to, iż pozamałżeńskie tańce d-m zazwyczaj są bliską okazją do grzechu, a to jest jednak pewne różnica.

2. Mówi on, iż mój pogląd podziela kilku świętych, tymczasem w tym miejscu: http://salwowski.msza.net/pub/ojcowie-doktorzy-i-swieci-kosciola-na-temat-tancow-i-balow-zbi.html pośród około 80 zacytowanych przeze mnie wypowiedzi autorytetów kościelnych znajduje się bodajże 22 czy 23 wypowiedzi świętych i błogosławionych na ów temat. A więc na pewno nie kilku. Oczywiście, jak ktoś chciałby się przyczepić, to i tak mógłby twierdzić, że owe 80 wypowiedzi to „jest margines w historii Kościoła, etc”. Pozwolą Państwo, że w tym miejscu umieszczę dłuższą odpowiedź, którą już kiedyś pisałem w odniesieniu do tej erystycznej sztuczki (gdyż argumentem trudno to nazwać ):


„Otóż owszem, można powiedzieć, że skoro w historii Kościoła katolickiego żyło tak naprawdę miliony księży, którzy przez sam fakt bycia osobą duchowną mają powierzoną misję nauczania doktryny katolickiej (zaś katolickich teologów można liczyć w setki tysięcy), to powoływanie się na 75 wypowiedzi i postaw autorytetów kościelnych niczego tu nie dowodzi, gdyż w stosunku do żyjących na przestrzeni wieków kilku milionów księży jest to tylko drobny ułamek odsetka procenta. Stawiając jednak sprawę w ten sposób czyni się praktycznie niemożliwym udowodnienie jakiejkolwiek tezy. Nawet najbardziej uczony teolog nie jest w stanie bowiem poznać i przeczytać choćby połowy z setek tysięcy tomów napisanych w ciągu stuleci przez katolickich teologów. Choćbym podał nie 75 cytatów (różnych osób), ale 750, albo i nawet 7.500 niechętnych lub przeciwnych tańcom d-m, zawsze będzie mógł ktoś powiedzieć coś w rodzaju: „Ależ teologów katolickich było jakieś 100 tyś, a więc 7, 5 tyś niczego tu nie dowodzi, gdyż jest to zdecydowana mniejszość spośród nich”. Czy widać już jak bardzo nieuczciwa jest to metoda dyskusji? Gdybym w innej sprawie dotyczącej wiary i moralności podał na poparcie jakiejś prawdy czy zasady 75 cytatów pochodzących z różnych epok i czasów, to nikt by kwestionował tego, iż w ten sposób udowodnił ciągłość i niezmienność nauczania w tej sprawie.

Sam na przykład nigdy nie widziałem opracowania, w którym podano by więcej niż 30 cytatów autorytetów kościelnych potwierdzających, iż homoseksualizm jest grzechem i obrzydliwością. Co wszak nie przeszkadza twierdzić konserwatywnym katolikom, że „niezmienna i odwieczna doktryna Kościoła odrzucała owe zachowanie, jako występne”. Nie widziałem też jeszcze tekstu, w którym by wyliczono więcej niż 20 kościelnych potępień aborcji, a jednak do głowy by nie przyszło w związku z tym mówić: „E tam, tak naprawdę to antyaborcyjne wypowiedzi autorytetów kościelnych są nieliczne i nie są elementem Tradycji Kościoła”.

Czy w obliczu wyliczenia dziesiątek wypowiedzi i postaw Ojców, Doktorów i Świętych nieprzychylnych „tańcom i balom” pochodzących z różnych wieków i epok historycznych, to naprawdę ja jestem osobą na której spoczywa obowiązek dalszego dowodzenia, iż krytyka tańców mieszanych jest jak najbardziej tradycyjnie katolicka? To raczej ci, którzy ową tezę kwestionują powinni wziąć na siebie „onus probandi” i za pomocą konkretnych cytatów i wypowiedzi pochodzących z okresu pomiędzy II a połową 20 wieku dowieść, iż w tradycyjnej moralistyce katolickiej istniał inny, może nie równie silny, ale przynajmniej mocno osadzony, nurt, który by uważał, iż niebezpieczeństwo tańców d-m jest nikłe i rzadko występujące. Jak na razie, nikt nawet nie próbował tego dowieść, zadowalając się w zamian pustymi oskarżeniami.

Oczywiście fakt, iż w tej chwili jestem w stanie wymienić 78 wypowiedzi i postaw autorytetów kościelnych wrogich i niechętnych tańcom d-m nie oznacza, że jest ich tylko 78. Oczywiście, że jest ich o wiele, wiele więcej. Jestem o tym głęboko przekonany. Sam na początku mego zainteresowania tym tematem, znałem tylko jakieś 4 czy 5 wypowiedzi Ojców i teologów Kościoła w owym przedmiocie. Jednak z biegiem czasu i dociekań liczba ta urosła do 78. Z oczywistych, bo praktycznych względów nie jestem jednak w stanie podać kilku tysięcy takich wypowiedzi i sądzę, że niezmiernie trudno byłoby znaleźć teologa, który potrafiłby w taki sposób udokumentować jakąkolwiek z prawd czy zasad wiary lub moralności katolickiej”.

http://salwowski.msza.net/pub/pozamalzenskie-tance-damsko-meskie-krytyka-odpowiedzi-argument.html

3. Nie jest też prawdą, jakoby niechęć wobec pozamałżeńskich tańców damsko-męskich nie była częścią Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Przynajmniej bowiem na niższych poziomach Magisterium, a więc synody, konferencje episkopatów, poszczególni biskupi w swych oficjalnych i publicznych wypowiedziach, wypowiadano się na ten temat.

4. A tak jeszcze przy okazji, pan Tomasz Adamski pisze:

Mówiąc prosto najprościej, jak się da: jeśli tańczysz, bo chcesz tańczyć, jest ok. Jeśli tańczysz, bo chcesz popatrzeć/pomacać, nie jest ok.

Na to można odpowiedzieć w taki sposób: Jeśli przyjemnością miałby być SAM RUCH, to nie powinno mieć znaczenia czy tańczy się z kobietą, mężczyzną, taboretem czy chociażby psem. Istnienie jednak odrębnej kategorii tańców damsko-męskich dowodzi jednak, ze odmienność płciowa partnerów ma tu istotne znaczenie. A skoro z takimi tańcami zazwyczaj wiąże się wzajemne dotykanie, to zakładając, że ich intencją jest rozrywka, przyjemnością NIE JEST tu sam ruch, ale również poczucie bliskości ciała drugiej osoby, wrażenie zmysłowe związane z jej dotykaniem, etc. I zastrzegam jeszcze nie wkraczam tu na teren przyjemności stricte seksualnej.

Po prostu przyjemność płynąca z dotykania przez mężczyznę niewiasty nawet jeśli nie jest jeszcze związana ze stanem seksualnego podniecenia, to nie da się postawić na tej samej płaszczyźnie co np. przyjemność płynąca z głaskania kota (przynajmniej dla ludzi z w miarę normalnie ukształtowanym popędem seksualnym). Tak więc, jeśli tańczy się z kobietą dla rozrywki i silnym elementem owego tańca jest wzajemny dotyk (np. obejmowanie niewiasty w ramionach, etc.) to jest czymś oderwanym od rzeczywistości zaprzeczanie temu, iż źródłem przyjemności nie są tu pewne związane z tym wrażenia dotykowe (w innym wypadku nie powinno być wszak różnicy, czy tańczy się z kobietą, czy taboretem, mężczyzną albo psem 🙂 ). I nawet jeśli nie jest się przy tym seksualnie podnieconym to coś takiego jest już dość poważnym niebezpieczeństwem.

/-/ Mirosław Salwowski

[POLSKA] Koncert w kościele na TVP1 – 25-12-2014

[POLSKA] O. Grzegorz Kramer promuje groźne treści – Stolica Apostolska potwierdza ich niebezpieczeństwo