w

[ROZWAŻANIA] OSTATNI PIERWSZYMI – x. dr Dariusz J. Olewiński

winnica

Niedziela I Przedpościa

Mt 20, 1-16

1 Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: “Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: “Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” 7 Odpowiedzieli mu: “Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: “Idźcie i wy do winnicy!” 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: “Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: “Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. 13 Na to odrzekł jednemu z nich: “Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

Przy różnych okazjach można spotkać powiedzenie: sprawiedliwie nie znaczy po równo. Czyżby ta Ewangelia była zaprzeczeniem tej reguły? Czyż ona, jak się wydaje, nie jest odzwierciedleniem sposobu działania Boga, który każdego, dosłownie każdego człowieka na przestrzeni dziejów świata stwarza i obdarza inaczej, w każdym razie właśnie nie równo?

W tej przypowieści uderza właśnie równość w zapłacie, która według powszechnych, zarówno ówczesnych jak też obecnych kryteriów stoi w sprzeczności do sprawiedliwości. Prowokacja jest więc zapewne zamierzona. I pozostanie nią na zawsze.

Jest to jedna z wielu przypowieści o Królestwie Bożym. Ma więc ona przykładowo pouczać o królestwie, które przyniósł i ustanowił Jezusa Chrystus, także zaprzeczając i korygując oczekiwania i wyobrażenia o nim. Przypowieści te można właściwie zrozumieć jedynie w komplecie, jako spójną całość, która może jednak być nie od razu jako taka rozpoznawalna. Do tej przypowieści szczególnie przynależą słowa tegoż Samego: “Królestwo moje nie jest stąd” (J 18,36). Ona opowiada nie o porządku przemijającym, lecz o wieczności, która przemienia doczesność nie niszcząc jej.

Tak więc zasadniczo błędne jest traktowanie tej przypowieści jako reguły postępowania w sprawach ziemskich, konkretnie etyki społecznej i kodeksu pracy. Przez przykład z codzienności, ze stosunku zatrudnienia i pracy, Pan Jezus chce nam przede wszystkim uzmysłowić ograniczość i przemijalność reguł, które owszem słusznie regulują nasze życie indywidualne i społeczne.

Właściciel winnicy, o którego chodzi w przypowieści, nie może – i nie chce – inaczej jak tylk0 dać każdemu tę samą zapłatę, ponieważ jest ona niepoliczalna, czysto jakościowa, bez ilości, bo jedyna możliwa i najwyższa. Tą zapłatą jest sam Bóg, który chce być dobry i jest dobry dla każdego według miary swego planu, troski, zmiłowania i hojności.

Właściwie każdy człowiek ma otrzymać zapłatę, na którą nie zasługuje. One może mu być jedynie darowana ze szczodrobliwości. Dlatego w błędzie są ci, którzy domagają się więcej. Nie zrozumieli, czym jest ta zapłata. I nie poznali małości swoich zasług wobec tej zapłaty. Przede wszystkim nie znają Pana winnicy i nie są gotowi Go poznać, lecz próbują Jego pouczać według tego, co oni są w stanie pojąć, co by sami – i to nawet słusznie – uczynili.

Adresatem tej przypowieści są zwłaszcza ci, którzy zostali chronologicznie wcześniej zatrudnieni. W perspektywie historii Zbawienia jest to nie tylko naród Starego Przymierza, lecz także wszyscy, którzy szczerze szukali Boga i służyli Jemu. Zwykle są oni dotknięci pokusą wyniosłości, pretensjonalności, także właśnie w połączeniu z poczuciem sprawiedliwości. Czyż nie jest normalne, że jesteśmy dumni z historii naszych rodzin, miejscowości, narodu? I słusznie. Popadamy jednak w błąd, gdy zapominamy o tym, że wszystko, począwszy od powołania do poznania Boga i prawdziwej wiary aż do nagrody wiecznej w niebie jest niezasłużonym darem Bożej dobroci.

Także przy tej okazji otrzymujemy pouczenie o wierności Boga. Pan Bóg zawiera umowę z każdym z osobna o wykonanie pracy i o nagrodę jedyną, najwyższą. Skoro właściciel winnicy postanowił taką kolejność wypłaty, by wyszła na jaw Jego logika i Jego sposób postępowania, to właśnie zapewne po to, by napomnieć nas do poszanowania Jego indywidualnej umowy z każdym z nas.

Wskazuje na to także ostatnie zdanie, jakby podsumowuąjce przypowieść. Indywidualne traktowanie jest tu nawet jakby dwustopniowe, polegające na powołaniu i wybraniu. Akurat ten, który pracował cały dzień, okazuje się niewybranym, choć powołanym. Nie był on jedynym zatrudnionym w winnicy od samego rana. Ale jako jedyny upominał się o wyższą zapłatę niż umówiona i dana także tym, którzy tylko jedną godzinę pracowali. Zapłatę materialną otrzymał, ale czy przyjął to, co ona oznaczała, mianowicie poznanie sprawiedliwości, wierności, szczodrości i dobroci Boga?

Właśnie w tym przykładzie widać, na czym polega wybranie: ów sam robotnik przez swoje zachowanie ukazał, chyba nawet mniej czy bardziej świadomie postanowił być jedynie powołanym, a nie wybranym. Powołani i wybrani byli ci, którzy poddali się objawieniu dobroci i suwerenności właściciela winnicy. Wybrania nie można wytłumaczyć i zrozumieć w ramach zwykłych standartów, podobnie jak miłości, której naturalnym wyrazem jest hojność aż do ofiary z siebie.

Pan Jezus więc zarówno koryguje wyobrażenia słuchaczy o wybraniu wspólnotowym w znaczeniu “narodu wybranego” (było to naczelne pojęcie w samorozumieniu Izraelczyków), jak ukazuje osobisty, bardziej pierwotny sens wybrania przez Boga. Jest ono niezasłużonym darem z miłości, która jest zarazem sprawiedliwa i ponadsprawiedliwa. Poznanie tego jest zarazem zapłatą, a właściwie znów darem niepomnażalnym i jedynym, którego miarą jest jedynie ograniczoność każdego z nas, ludzkiej jednostki.

/-/ x. dr Dariusz J. Olewiński

Maria Kominek OPs: „Uzdrowienie czy…” – o grzechu międzypokoleniowym

[HISTORIA] Piotr Brzuchowic: ABC Rewolucji religijnej w XVI wieku