w

[HISTORIA] Wychowanie szlachcica polskiego

Jest to przedruk z artykułu z portalu kresy.pl (http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita…/).

Grottger_Artur_Pierwsze_cwiczenia_1858
Pierwsze ćwiczenia (Szkoła szlachcica polskiego). Obraz Artura Grottgera z 1858 roku.

Bardzo poczytny w XIX wieku Jan Duklan Ochocki pisał:

Nie wiem jak tam wychowywano dzieci po pałacach i w stolicy, ale u nas na wsi jedna i niezmienna była rutyna i metoda. Ledwie dziecię zabełkotało i oczy otwarło, przedewszystkiem uczono je kłaść na sobie znak zbawienia, godło naszej wiary, krzyż święty. Pierwszemi słowy naszemi była modlitwa do Stwórcy, pacierz, któryśmy z matką powtarzali. Uczono nas potem artykułów tej świętej wiary, w której się nam Bóg dał urodzić; wpajano miłość bliźniego, przywiązanie do kraju, szczepione przykładem, podległość nieograniczoną rodzicom, prawu i władzy, którą Bóg postawił dla społecznego porządku, poszanowanie dla starszych, braterstwo dla równych, łagodność i wyrozumiałość dla niższych.[1]

Przedstawiciel średniozamożnej szlachty polskiej, Jan Duklan Ochocki, urodził się w roku 1766 roku. Dwa lata wcześniej, bo w 1764 roku urodził się Wacław Borejko, który w pełni potwierdzał opinię Ochockiego:

Wychowanie dziecinne

Pierwiastkowa młodość zależała zupełnie od samych matek, albo w nieszczęśliwym wypadku jej straty, od najbliższej krewnej i od czułej a doświadczonej piastunki. Najszczęśliwsze dzieci, które najpierwsze wychowanie pod okiem matki cnotliwej wzięły; o takowe nie było jeszcze trudno w epoce Stanisława Augusta [Poniatowskiego], zwłaszcza w jej początkach, póki wolniejące coraz obyczaje, wyrodów matczynej czułości nie potworzyły. – Od kolebki przeto do lat pięciu, powodowały, nawet synami, najwięcej matki, a później użyty był do synów dworak zasłużony i przywiązany do rodziców, a tym samym do ich potomstwa, a ten, już z woli ojca czuwał, aby synów oswajając ze wszystkiemi przedmiotami, utrzymywać na wolnem powietrzu, ile każda pora roku dozwalała, króciej, lub dłużej, dla czerstwości zdrowia, sił i wolnego ruchu.

Matki same nas wprawiały do religijnych obowiązków; wyrażały nam Istność Boga nieograniczonej dobroci, razem gniew Jego srogi i kary, za niewykonanie tego, co nam przepisał dla dobra istotnego rodu ludzkiego. – Uczyły same zwykle pacierze, klęcząc z nami wspólnie ze złożonemi rękami, oczyma wzniesionemi do góry, lub spuszczonemi ku ziemi, na znak upokorzenia się przed najwyższą Istnością. A gdyśmy tę odbywali powinność, otaczali nas żyjący dziadowie, babki i ojcowi, kiedy byli wolni od zatrudnień koniecznych, i wszyscy prawie domowi i dworscy. Wierzono bowiem, że modlitwa niewinności dziecinnej miała moc i wpływała na pomyślność wszystkich współ-żyjących i zmarłych . O! jak to podnosiło umysł dziecinny! czuło się już być sprawcą przez swoję modlitwę szczęścia dla swej rodziny domowej; a po odbytym pacierzu, wszyscy nam przytomni dziękowali, że o nich pamiętamy. I tak od dzieciństwa wprawiano nas do miłości bliźniego. Modlitwa w początkach na jednym Ojcze nasz i Zdrowaś Marya kończyła się, bo Wyznanie Wiary odkładano do czasu pojęcia lepszego.

Nie mogę odpuścić, że jedynaków, jedynaczki i słabowite dzieci, polecano opiece jakiego założyciela zakonu i obłaczano w kościele w zakonny poświęcony habitek do siedmiu lat noszenia, ale to votum, okrywało innych do lat dziesięciu. Widzieć było można po szkołach, między uczniami, różne próbki zakonów. Ja sam będąc jedynym synem, pijarską nosiłem sukienkę w początku szkół moich.

Do zabaw naszych dziecinnych na wsi, dobierano nam chłopców z wiekiem naszym zrównanych; wolne nam zostawiono igraszki, jakieśmy sobie wymyślili, a pod okiem naszego postrzegacza do wykonania pozwolone. – Nie było tam odznaki panicza; mógł Janek przewrócić go, jak współ-wiejskiego kolegę Pawełka; całowaliśmy się w twarze na przywitanie i pożegnanie; jednę tylko miał panicz prerogatywę, aby ich ugościł i nakarmił, w koło z niemi usiadłszy i z jednego naczynia jedząc. Tak nas przyzwyczajano do ludzkości, tak połączono naukę o miłości bliźniego z jej praktyką, i zaszczepiano przywiązanie ludu do swych panów przyszłych. – Przywiodłem przykłady na Henryku Niemiryczu przychylności poddanych w Czernichowie; na moim prapra[dzia]dzie z matki, Małyńskim, w Kuleszowszczyźnie; tu wzmiankuję rzecz równie prawdziwą. We wsi Charaługu, jednej z wiosek do mnie później należących, wprzód był dziedzicem ojciec żony mojej Jan Hański; w jednej jego potrzebie nagłej, bez poduszczenia ze strony właściciela, a tylko na prostą wiadomość o tej potrzebie, jedna familija włościańska przyniosła mu dwadzieścia tysięcy złotych. Pan Hański w rok zwracając kapitał, chciał opłacić procent, ale wspomnieni włościanie przyjęcia odmówili. «My nie dla zysku daliśmy Panu pieniądze, ale wiedząc że ich potrzebowałeś.» Po pobraniu się z moją żoną, odwiedził nas ojciec; wspomniał na tę życzliwą sobie rodzinę i powołał ją do siebie. Nie żyli starzy; opowiedział synom o przychylności ich rodziców; zaledwie i ci przyjęli dary, jakie im uczynił. Mój ojciec, podobnież oswojony z swojemi wiejskiemi równiennikami w Hubniku na Ukrainie, miał tak przychylne sobie gromady, że żadna według danego słowa nie połączyła się z Gontą, lubo broił w sąsiedztwie bliskiem; przekonały o swojej wierności, bo nie tylko własnych ekonomów, ale żydów, arędarzów, nawet sąsiedną szlachtę (o czem i pewien powieścio-pisarz wspomniał) przechowali z ich majątkami. Mam jeszcze w archiwum domowem pismo od pisarza gromadzkiego z ich rodu, że się gromady we wszystkich ojca mego Ukraińskich wioskach w wierności zachowują; w jednem zaś donosi, «że troch służaszczych wyszłych do Gonty gromady obwisyty kazały». Tak fałszywe są zdania o rzekomej całego ludu Wołyńskiego i Ukraińskiego nienawiści dla Panów w tych czasach. Ale wiele mogłoby się dodać podobnych przykładów.[2]

/-/ dr Radosław Sikora

Całość na: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita…/

[ROZWAŻANIA] ROZRÓŻNIANIE DUCHÓW – x. dr Dariusz J. Olewiński

FAŁSZYWE OBJAWIENIA: OSZUSTWO MEDJUGORIE